PTSD - odbiór przez społeczeństwo
Do krótkiej wzmianki natchnął mnie post na Facebooku na profilu Projekt Prozak, który poniżej cytuję. I ja spotkałam się z sytuacją, gdy postawiona mi diagnoza PTSD została wyśmiana przez lekarza psychiatrę - bo przecież uczono go, że na PTSD mogą cierpieć tylko żołnierze. Bardzo to smutne.
"Chciałam wrócić na chwilę do swojego posta o sytuacji w sądzie [autorka opisała, jak sędzia heheszkowała na wieść, że jako ofiara po gwałcie cierpi na PTSD], bo reakcja trochę mnie przerosła i nie jestem w stanie odpisać na każdy komentarz.
Chciałam podziękować tak hurtem.
Za każdy komentarz, udostępnienie czy wiadomość prywatną.
Niestety przeczytałam też mnóstwo Waszych historii o zderzeniu z bezdusznością różnych instytucji, o unieważnianiu depresji, PTSD i ogólnie o braku jakiejkolwiek empatii ze strony osób, które w wielu przypadkach pełnią zawód zaufania publicznego.
Niestety, bo wolałabym żeby takich historii po prostu nie było.
Z jednej strony to przerażające, jak wiele z nas niesie podobny ciężar. Z drugiej - fakt, że potrafimy to nazwać, głośno się temu sprzeciwić i wspierać (mimo, że się nie znamy), daje nadzieję.
To pokazuje, że jeszcze nie jest z nami tak źle, skoro nie zgadzamy się na taką rzeczywistość.
Mnie to pytanie totalnie rozbiło mimo, że już wcześniej zderzyłam się z podobną ignorancją. Zderzyłam się z nią wtedy, gdy moja reakcja na ekstremalny stres była czymś absolutnie naturalnym dla mojej psychiatry i psychoterapeutki, ale w tak zwanym wymiarze sprawiedliwości obracano ją bezpośrednio przeciwko mnie.
To był dla mnie szok, bo przecież nie jestem żadnym wyjątkowym przypadkiem. Z PTSD kończy większość ofiar przemocy seksualnej i przez lata walczy o powrót do normalnego funkcjonowania.
Ale potem zaczęłam sobie tu pisać o zdrowiu psychicznym, skupiłam wokół siebie jakąś społeczność i osiadłam w bańce, w której świadomość tych zagadnień jest wysoka. Tamte doświadczenia powoli przykryłam.
Aż do teraz, gdy po kilku latach znowu trafiłam na salę sądową, gdzie nie zmieniło się absolutnie nic. Gdzie wciąż normą jest heheszkowanie, że masz PTSD, a przecież nie jesteś żołnierzem.
To nie powinien być mój problem. To nie ja powinnam się w tym momencie czuć źle. Przeraża mnie jednak, że z tak głębokim niedouczeniem i ignorancją styka się mnóstwo ludzi na różnych etapach swojego życia (często tych najtrudniejszych), a sala sądowa jest prawdopodobnie najgorszym możliwym miejscem na edukowanie sędziego.
Nie wiem, co dokładnie zrobić, żeby ten system wreszcie się zmienił. Ale skoro jest nas tak dużo - ludzi, którzy to widzą, rozumieją i kategorycznie się na to nie zgadzają - to wierzę, że kiedyś w końcu się uda.
Świadomość, że nie jestem w tym sama, daje mi siłę, a rozmawiając o tym głośno, być może robimy coś ważnego."
Komentarze
Prześlij komentarz
Podpisz się, proszę! Komentarze anonimowe zgodnie z regulaminem bloga nie są publikowane. Spam, nawet podpisany, również nie będzie publikowany.